Krystian Kozerawski mackozer

Bloger technologiczny, piszący przede wszystkim o Apple. MacUser od stycznia 2007 roku. Swoje pierwsze kroki stawiał tutaj, na MyApple. Przez lata prowadził bloga mackozer.pl. Od marca 2013 roku pisze znowu na MyApple, którego jest redaktorem naczelnym.

Blog News Nowy wpis

Pamiętam, to będzie ponad 25 lat, kiedy na kółku komputerowym w lokalnym domu kultury grupa dzieciaków siedziała nad czarnym pudełkiem, wciskając znajdujące się na nim klawisze i z wypiekami patrząc w ekran. To była gra "Three Weeks in Paradise" (Trzy tygodnie w raju), jedna z wielu platformówek, w których zadaniem gracza było rozwiązanie różnego rodzaju zagadek i zadań w stylu, pójdź w jedno miejsce, wykonaj zadanie i zdobądź przedmiot, który wykorzystasz w innym miejscu, by zdobyć kolejny lub odblokować dalszą drogę. Do dzisiaj bardzo lubię takie gry, choć nie ukrywam, że ze mnie jedynie gracz mobilny - nie mam konsoli, nie gram też na komputerze, a jedynie na iPadzie i iPhone. Pamiętając takie pozycje, jak wspomniane "Trzy tygodnie w raju" staram się wyłapywać co ciekawsze premiery w App Store. A taka ostatnio miała miejsce. Mowa o grze The Cave dla iPhone'a i iPada. Recenzję The Cave powinienem zacząć co prawda nie od wspomnianej już gry na ZX Spectrum ale od innego klasyka - The Secret Of Monkey Island i jej sequeli, a to za sprawą Tima Schafera i Rona Gilberta, twórców tamtych gier, którzy stworzyli także The Cave. Naszym zadaniem w tej grze jest przeprowadzenie trzech (a nawet czterech) bohaterów, przez długą jaskinię, pełną przeróżnych niespodzianek i mieszkańców (od króla i księżniczki, przez smoki, po wesołe miasteczko). Tytułowa jaskinia (The Cave) jest żywym organizmem i na bieżąco komentuje nasze zmagania. Jaskinia posiada wiedzę o zamierzchłej przeszłości i najdalszej przeszłości. Podczas wędrówki przez jej korytarze i sale napotkać można rysunki naskalne, które są swego rodzaju portalem odkrywającym historie poszczególnych bohaterów). Drużynę możemy wybrać z siedmiu, a właściwie z ośmiu postaci, wśród nich znalazł się rycerz, wieśniak, przybysz z przyszłości, podróżnik - para bliźniąt traktowana jest jako jeden bohater. Każdy z nich ma swoją szczególną zdolność. I tak rycerz potrafi schronić się za specjalnym anielskim pancerzem (warunek sam musi pozostać w bezruchu, choć może się poruszać pod wpływem innych czynników, np. siły grawitacji). Wieśniak potrafi wstrzymać oddech, co przydaje się przy przemierzaniu zatopionych korytarzy. Czekające na drużynę zadania wymagają niekiedy ich wzajemnego współdziałania. Czasem jeden z bohaterów odciąga uwagę smoka lub strażnika by inny mógł wykonać swoje zadanie, innym razem jeden z nich steruje windą, którą porusza się drugi. Każde ze znajdujących się na ich drodze miejsc i powiązane z nim zadania są w różnym stopniu rozbudowane. Zwykle w konkretnym miejscu na głównej zadanie składa się kilka mniejszych. I tak zadanie wyciągnięcia miecza Excalibur wymaga spełniania kilku innych (wykradzenia smoczego skarbu dla księżniczki, która przyznaje, że wolałaby być programistą i... nie będę psuł Wam zabawy). Na ich drodze czeka masa pułapek, ziejących ogniem dziur, przepaści, no i wrogo nastawionych istot i ludzi. Na szczęście jaskinia sama w sobie jest swego rodzaju wesołym miasteczkiem z ustalonym kierunkiem zwiedzania i sklepem z pamiątkami, więc dba o to by ostatecznie każdy wyszedł z niej cało. Za każdym razem, gdy jeden z bohaterów spadnie w przepaść, utonie, spłonie czy zostanie porażony prądem lub zastrzelony, jest wskrzeszany i przenoszony w bezpieczne miejsce. Gra ma świetną grafikę 3D - choć widok właściwie się nie zmienia, jak w większości platformówek wszystko widzimy z boku. Podoba mi się fabuła i czekające na gracza zagadki. Pod niemal każdym względem The Cave to gra idealna, która od pierwszego uruchomienia trzyma przy sobie gracza. To bardzo dobrze, bo niestety The Cave ma jedną ogromną wadę, która - gdyby nie to co napisałem wyżej - skutecznie mogłaby zniechęcić do zabawy. Mowa o sterowaniu. Jest tragicznie. Wszystko oparte jest na dotykaniu ekranu. Jednak jest to na tyle nie jasne, że raz bohater zeskoczy z drabiny, a innym razem w zupełnie nieodpowiednim momencie porzuca przedmiot, który powinien zanieść w inne miejsce. Niezbyt dobrze działa także przełączanie postaci za pomocą ikon. Wiele razy stukając w jedną z nich powodowałem ruch aktualnie wybranego bohatera w lewą stronę (wspomniane ikony znajdują się z lewej strony ekranu). Mam nadzieję, że SEGA poprawi sterowanie w kolejnych aktualizacjach. Serio, to jedyna wada tej gry, która może bardzo zirytować. Dobrze, że zalety przeważają nad wadami i mimo wszystko z czystym sercem polecam Wam tę grę - zwłaszcza miłośnikom platformówek. The Cave w App Store dostępne jest w cenie 4,49 €. Pobierz z App Store

Od czasu wydania OS X Lion Apple porzuciło właściwie wszelkiej tradycyjne czy fizyczne nośniki danych. Choć Lion pojawił się jeszcze na USB to większość użytkowników pobrała ten system z Mac App Store. Mountain Lion i Mavericks udostępnione zostały już tylko w oficjalnym sklepie z aplikacjami dla Maka. To bez wątpienia rozwiązanie wygodne wtedy, kiedy nie martwimy się o dostęp do sieci i kiedy mamy czas. Warto mimo wszystko mieć instalację systemu zapisaną na Pendrive, na wszelki wypadek. Temat tworzenia takiego instalacyjnego pendrive'a pojawia się zawsze przy okazji wydania nowego systemu. Nie inaczej jest tym razem i jak zwykle proces nie jest specjalnie skomplikowany. Do stworzenia takiego instalacyjnego Pendrive potrzebujemy... oczywiście pendrive'a o pojemności przynajmniej 8 GB, paczki instalacyjnej OS X Mavericks na dysku naszego Maka i darmowej aplikacji DiskMaker X. Po pobraniu paczki instalacyjnej OS X Mavericks należy zainstalować wspomniany program (przeciągając go do folderu Programy). DiskMaker X sam odnajdzie paczkę z instalacją OS X Mavericks w folderze Programy (możemy jednak wybrać inną lokalizację). Pozostaje jeszcze wybrać jako cel podłączony do Maka pendrive (lub inną pamięć zewnętrzną). Dalszy proces odbędzie się automatycznie, będziemy jedynie poproszeni o podanie hasła administratora. Na koniec program wyświetli informację o szczęśliwym zakończeniu procesu tworzenia instalacyjnego nośnika z systemem Mavericks. Instalacyjnego pendrive'a z Mavericks możemy utworzyć także inaczej. Po pobraniu paczki instalacyjnej z Mac App Store do folderu Programy (Applications) należy sformatować Pendrive za pomocą aplikacji Narzędzie Dyskowe, w formacie Mac OS X Extender (kronikowany lub journaled) z nazwą "Untitled" (lub inną). Następnie w terminalu należy wpisać następującą komendę (ewentualnie zamienić nazwę Untitled na taką, jaką wybraliśmy przy formatowaniu pendrive'a):sudo /Applications/Install\ OS\ X\ Mavericks.app/Contents/Resources/createinstallmedia --volume /Volumes/Untitled --applicationpath /Applications/Install\ OS\ X\ Mavericks.app --nointeraction. Przyznam jednak, że tej ostatniej metody nie sprawdzałem. Instalacyjnego Pendrive'a utworzyłem za pomocą programu DiskMaker X. Podejrzane na ArsTechnica

Dawno już nie widziałem tak dobrej konferencji Apple. Z jednej strony właściwie od początku było jasne co na niej zobaczymy. Były więc nowe iPady, duży w nowej formie (którego renderingi i plany mogliśmy oglądać od miesięcy), był iPad mini z ekranem Retina. Był nowy Mac Pro, nowe MacBooki Pro, wreszcie OS X Mavericks oraz aktualizacja pakietów iWork i iLife. Wszystko to było łatwe do przewidzenia. Co zatem sprawiło, że konferencja ta była wyjątkowa? To jasne, udostępnienie systemu OS X Mavericks za darmo dla wszystkich. Kiedy na ekranie pojawił się duży napis "Free" niemalże usłyszałem jak wszyscy użytkownicy komputerów Mac westchnęli ze zdziwienia. Mavericks to nie jest jakaś mała aktualizacja. To nowy system przynoszący masę usprawnień, nowych funkcji i aplikacji. Wspomnę może tylko o kompresji pamięci, która wydaje się być lekiem na problemy mojego starego MacBooka Pro 13" z 2009 roku, który posiada jedynie 4 GB RAM. Mavericks wyraźnie dał mu kopa, a z opinii innych użytkowników starszych maszyn wiem, że nie jest to efekt placebo. Mavericks to także Finder z przeglądaniem w kartach, synchronizacja pęków kluczy poprzez iCloud, nowe Safari, iBooks i Mapy oraz integracja z większą liczbą serwisów społecznościowych. To wszystko za darmo! Co więcej z nowego systemu ucieszą się nie tylko użytkownicy najnowszych Maków (zwłaszcza tych, które Apple pokazało wczoraj na konferencji, a na których Mavericks zostanie zaktualizowany automatycznie) ale tych starych, w tym i ja. Zainstalować go będzie można na wszystkich Makach. Wyobrażacie sobie instalację Windowsa 8.0 (za którego trzeba zapłacić 199 dolarów USA) na komputerze, który ma sześć lat? Tyle ma mój iMac, na którym Mavericks działa bardzo dobrze. Zadaję sobie tylko pytanie dlaczego Apple udostępniło Mavericks za darmo? Oczywiście mogą sobie na to pozwolić. Wcześniejsze wersje systemu i tak były śmiesznie tanie w porównaniu właśnie z Windows. Co więcej płacąc tylko raz można było Liona lub Mountain Liona zainstalować na wszystkich naszych Makach. Apple może odpuścić sobie wpływy ze sprzedaży nowego systemu. Zyskuje znacznie więcej. W świadomości użytkowników nie tylko komputerów Mac zapisze się na stałe to, że kupując komputer Mac, nowy czy używany system najnowszy system otrzymamy zawsze za darmo. A to przecież nie wszystko. Kupujący nowego Maka otrzyma nie tylko komputer ze świetnym systemem operacyjnym, ale także pełen zestaw aplikacji biurowych i lifestyle'owych, a więc nie tylko pakiet iLife (który dołączany był za darmo już lata temu) ale także aplikacje biurowe z pakietu iWork, jak Pages, Numbers i Keynote. Możemy się oczywiście kłócić o to, czy iWork jest lepszy, czy gorszy od MS Office. Przede wszystkim dostępny jest za darmo zarówno na OS X jak i iOS oraz dostępny jest w wersji webowej jako iWork for iCloud. Jeśli nie ma konkretnej potrzeby, wynikającej z kompatybilności plików, po co kupować MS Office? Płyta DVD z moim Office dla Mac leży od dawno głęboko w pudełku. iWork w zupełności mi wystarcza. Apple na wczorajszej konferencji pokazało moim zdaniem, że to ta firma rozdaje karty na kurczącym się rynku PC (co nie oznacza, że na nim dominuje - to pewnie nigdy się nie wydarzy). A że kurczy się także sprzedaż komputerów Mac, trzeba zrobić wszystko by zachęcić użytkowników do ich kupowania (stąd niższe ceny tych komputerów). Microsoft ma nad czym myśleć, bo jest w trudnej sytuacji. Ta firma wyrosła na sprzedaży systemu operacyjnego. Apple zarabia przede wszystkim na sprzedaży urządzeń, udostępnienie OS X Mavericks za darmo bez wątpienia ma na celu zwrócenie uwagi potencjalnych użytkowników, właśnie na komputery z nadgryzionym jabłuszkiem.

Istnieje pewna grupa aplikacji dla Maka, które pomagają i ułatwiają codzienną pracę na komputerze, np. poprzez rozbudowaną funkcję autokorekty, a więc zamiany jednego ciągu znaków na przygotowany wcześniej tekst, a nawet formularz. Klepiąc codziennie w klawiaturę przez wiele godzin, bazuję właśnie na takim programie, nazywa się aText. Podobne rzeczy, a pewnie nawet więcej potrafi TextExpander. Obydwa programy korzystają z systemowych funkcji dla niepełnosprawnych a dokładnie z funkcji ułatwień dostępu (Assistive Devices), która we wcześniejszych wersjach OS X znajduje się w zakładce "Dostępność". Tymczasem w OS X Mavericks jej tam nie znajdziemy. Nie oznacza jednak, że z tych programów nie możemy korzystać. W OS X Mavericks funkcja ta rozwiązana jest inaczej. Kiedy któryś z programów wymaga włączenia funkcji ułatwień dostępu należy otworzyć Ustawienia i zamiast "Dostępności" wybrać "Ochrona i Prywatność" w górnym rzędzie ikon symbolizujących odpowiednie ustawienia. W oknie "Ochrona i prywatność" należy wybrać zakładkę Prywatność, a następnie w lewej kolumnie wybrać "Dostępność". Teraz poprzez kliknięcie na ikonie kłódki należy odblokować ten panel ustawień tak, byśmy mogli wprowadzić potrzebne zmiany. Wymaga to wprowadzenia hasła administratora (czyli chyba w niemal wszystkich przypadkach będzie to hasło naszego logowania się do systemu). Następnie w Finderze trzeba otworzyć folder Programy i przeciągnąć z niego wybrany program (aText, TextExpander lub inny, który wymaga włączonej funkcji ułatwień dostępu") na puste pole "Pozwól poniższym programom sterować komputerem" w oknie Ochrona i Prywatność. Pozostaje już tylko zamknąć kłódkę i zrestartować interesujący nas program. Powinien działać poprawnie. U mnie przynajmniej to rozwiązanie działa. Rozwiązanie znalezione na iDownloadblog

Przy okazji aktualizacji pakietów iLife i iWork dla OS X, a przede wszystkim dla iOS, Apple zaktualizowało także kilka innych programów. Wspomnę w tym wpisie tylko o jednym - aplikacji Podcasty. Program zyskał wreszcie nowy wygląd zgodny z iOS 7. Trochę obawiałem się jak ten program będzie wyglądał w nowej odsłonie, muszę jednak przyznać, że projektanci odwalili kawał dobrej roboty. Program moim zdaniem wygląda świetnie - jest przejrzyście i lekko. Zmianie uległ jednak nie tylko sam wygląd ale pewne elementy programu. Przede wszystkim sklep z podcastami znajduje się teraz w zakładce Polecane (gwiazdka) - co w sumie jest zrozumiałe, bo przecież na głównej stronie każdego sklepu wyświetlane są właśnie polecane podcasty, gry i aplikacje, a także książki i muzyka. Poprawiono także wyszukiwarkę. Wspomnę także, że w nowej wersji aplikacja w tle pobiera nowe odcinki audycji, nie musi być w tym celu otwarta. Mamy przy tym możliwość określenia jak często program ma sprawdzać czy pojawiły się już jakieś nowe odcinki podcastu. Szczerze polecam. Aplikacja Podcasty dostępna jest w App Store za darmo. Pobierz z App Store Przy okazji wspomnę, że zabieram się dzisiaj za nagranie kolejnego odcinka podcastu Diabelskie Ustrojstwa.Obserwuj @mackozer

Na rynku klientów Twittera panuje od roku pewien zastój. Nic w tym dziwnego, Twitter bardzo skutecznie zniechęcił deweloperów do tworzenia kolejnych aplikacji tego typu, narzucając limity użytkowników. Na szczęście co jakiś czas powstają nowe ciekawe programy tego typu, które zwykle trafiają na mojego iPhone'a, iPada czy Maka. Nie jestem może uzależniony od Twittera (cześć z Was wie, że do osób, które znamy tylko z Twittera podchodzę z pewnym dystansem, niemalże nie bywam na Tweetupach i tego typu imprezach), ale na pewno podglądam strumień na bieżąco. Stąd też korzystam w tym celu z różnych aplikacji. Najnowszą, jaka ostatnio pojawiła się w App Store jest Tweet7 dla iPhone'a. Tweet7 to program, którego interfejs wpisuje się mocno w trendy narzucone przez interfejs iOS 7. Mamy więc tuta nie tylko płaski dizajn ale też elementy półprzezroczyste, rozmywające to, co jest pod spodem. Zwraca uwagę także minimalistyczny interfejs, w którym tradycyjny pasek menu z ikonami przedstawiającymi różne funkcje, zastąpiony został pionowym paskiem w trzech odcieniach koloru niebieskiego. Są to tak naprawdę zakładki różnych widoków, które możemy wysuwać przesuwając je palcem w lewą stronę. Górna zakładka to widok wiadomości publicznej (czy jak kto woli zmianek), jaśniejsza - środkowa to zakładka wiadomości prywatnych, najjaśniejsza, to zakładka profilu użytkownika. Lista tweetów w Tweet7 jest bardzo przejrzysta - pod pewnymi względami przypomina mi trochę wygląd Twitterrific. Dodatkowo w linii czasu (czyli na tzw. timeline) program wyświetla obrazki umieszczona w tweetach, choć ten widok moim zdaniem wymaga jeszcze pewnego dopracowania (wrzucone przeze mnie kwadratowe zdjęcie zostało umieszczone w prostokątnej ramce, co skutkowało pustą, szarą przestrzenią zarówno nad jak i pod fotografią). Nie było problemu z prostokątnymi obrazkami, zarówno poziomymi, jak i pionowymi. Funkcję wyświetlania obrazków w linii czasu można wyłączyć w ustawieniach programu (dostępnych w widoku profilu użytkownika). Niestety Tweet7 nie wyświetla obrazków w widoku list. Na obecną chwilę w Tweet7 brakuje mi także kilku dość istotnych funkcji, wspomnieć wypada obsługę wielu kont (ma pojawić się wraz z aktualizacją tego programu), powiadomienia push czy zapisywanie haseł wyszukiwania (przydaje się to przy okazji różnego typu imprez). Są to funkcje, z których korzystam często. Cieszy mnie, że deweloperzy nie zasypiają gruszek w popiele i zamierzają systematycznie dodawać nowe funkcjonalności. Tweet7 ma więc szansę powalczyć o użytkownika takich aplikacji jak Twitterrific czy Tweetbot. Program Tweet7 dla iPhone'a dostępny jest w App Store w cenie 2,69 €. Pobierz z App Store

Aplikacje pogodowe, przeliczniki no i oczywiście listy rzeczy do zrobienia to programy, które chyba najliczniej występują w App Store - nie licząc masy chłamu, jaki można tam także znaleźć. Jeśli chodzi o wspomniane listy, to ostatnio na mojego iPhone'a wpadło kilka ładnych i funkcjonalnych programów. Jednym z nich jest Begin dla iPhone'a. Begin to program maksymalnie prosty i w pewnym stopniu przypominający Clear z tą różnicą, że posiada całkiem ładny interfejs przystosowany do iOS 7 (nie to, że Clear nie jest ładne, jest ale pozbawione jest interfejsu jako takiego). W podobny sposób, za pomocą gestów tworzone są i odznaczane poszczególne zadania. Przeciągnięcie listy w dół dodaje kolejne. Przesuniecie palcem po zadaniu w prawo odznacza je jako wykonane. W ten sam sposób przesuniecie na zadaniu oznaczonym jako wykonane przywraca je do listy. Begin kładzie jednak nacisk na krótkotrwałe zadania do wykonania dzisiaj i jutro. Stąd domyślnie każde zadanie dodawane jest do listy na bieżący dzień. W każdej chwili możemy wysłać zadanie na dzień następny (jutro) przesuwając po nim palcem z prawej do lewej. Taki sam gest wykonany na zadaniu już wykonanym usuwa je ostatecznie z listy. W każdej chwili możemy podejrzeć też zadania, jakich nie wykonaliśmy i które przechowywane będą na liście przez kolejne dwa dni. Wystarczy przesunąć całą listę w górę. Program może także przypominać nam o zadaniach jakie mamy do wykonania. Begin oferuje za darmo dwa tematy kolorystyczne: jasny - dzienny i ciemny - nocny. Za dodatkową opłatą można pobrać inne tematy kolorystyczne. Program Begin dla iPhone'a dostępny jest w App Store za darmo. Pobierz z App StoreObserwuj @MacKozer

W temacie wszelkiej maści przeliczników miar, wag i walut jest ostatnio bardzo duży ruch. Co rusz odkrywam jakąś nową aplikację tego typu i każda następna jest ładniejsza od poprzedniej. Najnowsza i chyba najładniejsza, jaką odkryłem to Vert. Jak każdy tego typu program także Vert oferuje możliwość przeliczania miar z różnych kategorii. Do wyboru mamy m.in.: przyspieszenie, kąty, obszar, jednostki przydatne przy gotowaniu (zarówno jeśli chodzi o ilość jak i wagę), rozmiar danych, gęstość, energia, szybkość, czas, typografia, natężenie dźwięku, masa i waga, energia, długość, światło, zużycie paliwa, częstotliwość, a także wspomniane już waluty. Dostępne są także jakże przydatne przeliczniki rozmiarów ubrań. Do dyspozycji mamy osobne kategorie, jak biustonosze, czapki i kapelusze, koszule i bluzki (z podziałem na rozmiary męski, kobiece i dziecięce), buty, a także garnitury i kostiumy. Vert oferuje możliwość nie tylko wprowadzania określonej wartości ale i przeprowadzanie prostych obliczeń dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia i na bieżąco przeliczanie uzyskanego wyniku. Wybór odpowiedniej miary odbywa się w górnej połowie ekranu, poprzez przesuwanie poszczególnych z nich w górę lub w dół. Podwójne kliknięcie na wybranej jednostce czy walucie dodaje ją do ulubionych. Dzięki temu będziemy mogli w przyszłości ograniczyć wybór tylko do tych, które nas naprawdę interesują. Jeśli nie specjalnie przypadły nam do gustu domyślnie wybrane kolory (moim zdaniem są świetne), w każdej chwili możemy wybrać inny temat kolorystyczny. Do wyboru jest ich na obecną chwilę 15. Vert dla iPhone'a dostępny jest w App Store w cenie 0,89 €. Pobierz z App Store

Całkiem niedawno, po wielu latach Facebook wreszcie zezwolił na edycję wpisów i komentarzy. Osobiście przyjąłem to z radością, bo wielokrotnie zdarzało mi się usuwać post, w którym znalazła się literówka. Po zmianach w wersji webowej serwis zaktualizował właśnie aplikację dla iPhone'a i iPada. Nowości pojawiły się jednak tylko w Facebooku uruchomionym na iPhone. Teraz bez problemu możemy poprawić błędy we wpisie czy komentarzu jaki opublikowaliśmy w tym serwisie społecznościowym. Aktualizacja aplikacji Facebooka dla iPhone'a przyniosła także możliwość dodawania obrazków w komentarzach. Facebook dla iPhone'a i iPada dostępny jest w App Store za darmo. Pobierz z App Store

Radykalne zmiany w interfejsie iOS 7 determinują też wygląd nowych aplikacji dla iPhone'a i iPada, jakie pojawiają się w App Store. Jedną z bardziej popularnych kategorii, w której od dawna nie można specjalnie wiele powiedzieć są programy pogodowe. W tym temacie trudno wymyślić coś więcej, stąd aplikacje tego typu różnią się głównie wyglądem. Zmiany wprowadzone w iOS 7 dały szerokie pole do popisu ich projektantom. Przykładem programu serwującego prognozę pogody, który świetnie wygląda i bardzo dobrze wpisuje się w nowe trendy jest Weather Line dla iPhone'a. Aplikacja serwuje prognozę zarówno krótkoterminową, na najbliższe godziny, na najbliższe dni, oraz długoterminową, która oczywiście obarczona jest dużym marginesem błędu, na nadchodzące miesiące. Prezentuje ją w postaci wykresu przedstawiającego zmiany temperatur w dzień, jak i w nocy. Wystarczy stuknąć na wybranej godzinie, dniu lub miesiącu, aby podejrzeć dodatkowe informacje, jak temperaturę odczuwalną, wilgotność, godzinę wschodu i zachodu słońca, siłę i kierunek wiatru. W przypadku miesięcy jest to liczba dni suchych, mglistych, z opadami śniegu czy średni opad deszczu. Weather Line - co już jest standardem w przypadku aplikacji pogodowych - określa za pomocą odbiornika GPS naszą pozycję, a więc miejscowość, w której się znajdujemy. Oczywiście, możemy dodać ich więcej. Weather Line nie jest niestety programem tanim. Kosztuje on w App Store 2,69 €. Pobierz z App Store

Od kilku lat niemal wszystkie pliki, które tworzę i z których korzystam na co dzień trzymam w chmurze Dropbox. Dzięki temu mogę właściwie bezstresowo przesiadać się z MacBooka Pro na iMaka, iPhone'a czy iPada, a czasem także na urządzenia z innymi systemami operacyjnymi. Uniwersalna aplikacja Dropbox dla iOS pozwalająca na dostęp do zasobów chmury plików sprawdza się całkiem nieźle. Zapisywanie i otwieranie plików trzymanych na Dropboksie wspiera także wiele programów dla iPhone'a i iPada z których korzystam. W App Store pojawił się właśnie płatny program (wiadomo - coś za coś), który pod wieloma względami bije na głowę oficjalną aplikację Dropboksa. Mowa o Boxie. Aplikacja posiada minimalistyczny interfejs utrzymany w skali szarości. Lista plików i folderów utrzymana jest w jasnych kolorach, podczas gdy górna belka z tytułem danego folderu lub widoku, oraz boczne menu mają kolor ciemno szary. Interfejs programu jest oczywiście dostosowany do wyglądu iOS 7. Dominuje więc minimalizm. Na górnej belce, poza nazwą folderu znajdziemy także menu kontekstowe dla danej lokalizacji. Możemy za jego pomocą wyciąć, skopiować cały folder, pobrać całą jego zawartość do pamięci, tak by wszystkie pliki były dostępne offline. Możemy także załadować do niego zdjęcia lub filmy wideo, utworzyć nowy podfolder oraz podejrzeć usunięte pliki - co jest moim zdaniem świetne. Boxie pozwala bowiem na przywracanie usuniętych plików. Co ważne usuniętych nie tylko w tym programie, ale np. w Finderze na Maku. Aplikacja posiada całkiem sprawnie działające powiadomienia wewnątrz programu, dzięki czemu poinformuje nas o wszystkich zmianach. Jeśli jakiś plik został usunięty, możemy go przywrócić. Dostępna jest także funkcja "cofnij" umożliwiająca np. przywrócenie jakiegoś pliku zaraz po jego usunięciu. Boxie wspiera także funkcję podglądu wersji danego pliku. Jeśli był on edytowany i zmieniany to aplikacja wyświetli poszczególne jego wersje, umożliwiając przywrócenie tej, która nas interesuje. W Boxie bardzo podoba mi się rozdzielenie zakładek do plików od funkcji pobierania ich do pamięci, czyli zapisanie wersji offline. Mogę dodawać do zakładek zarówno poszczególne pliki jak i foldery, bez pobierania ich na mojego iPhone'a. Do tego celu służy w Boxie oznaczenie pliku gwiazdką (nie można pobrać offline folderu, wspominałem jednak wyżej, że można pobrać całą jego zawartość poprzez menu kontekstowe). Boxie ma też jeszcze jedną przewagę nad oficjalną aplikacją. Pozwala na wygodne określenie zakresu wyszukiwania. Wpisując interesującą mnie frazę mogę określić, czy wyszukiwanie ograniczone będzie tylko do aktualnie otworzonego folderu, czy także obejmie znajdujące się w nim podfoldery, czy może obejmować ma całą zawartość mojego konta. Aplikacja pozwala na wygodne sortowanie plików względem daty utworzenia, nazwy itp. Mamy do wyboru listę ułożoną malejąco, rosnąco, chronologicznie od najstarszej, lub od najnowszej. To nie wszystko co potrafi ten program. Opisałem te funkcje, które osobiście zrobiły na mnie największe wrażenie. Szkoda, że Boxie to program dostępny tylko dla iPhone'a. Brak wersji uniwersalnej to moim zdaniem największa jego wada. Mimo tego wart jest swojej ceny. Program Boxie dla iPhone'a dostępny jest w App Store w cenie 1,79 €. Pobierz z App Store